„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci”

Autor: | 7 maja 2012 | kategoria: Aktualności, Startowa

„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci”

„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci”

Długi weekend ma to do siebie, że można pozwolić sobie na małe leniuchowanie i spędzić go leżąc do południa w łóżku. My jednak nie trzymając się tej zasady, postanowiliśmy 4 maja wstać skoro świt, aby pierwszą część dnia spędzić na kajakach.

Ciekawie było już od samego rana, gdyż część grupy czekała w innym miejscu niż to, w którym wcześniej się umówiliśmy. Na szczęście nienaganna kondycja fizyczna dziewczyn sprawiła, że nadrobiły swoje niedopatrzenie i tryumfalnie wbiegły do autobusu na minutę przed odjazdem.

Następnie, w pogodnych nastrojach udaliśmy się do pobliskiego Wróblewa, skąd mieliśmy rozpocząć spływ do Gdańska. Na miejscu, nieopodal uroczego kościółka, odebraliśmy kajaki i rozpoczęliśmy naszą przygodę. Początkowo panowała iście sielska atmosfera, świeciło słoneczko, twarz smagał lekki wiaterek, wszystko to sprawiało, że byliśmy we wspaniałych nastrojach, wiosłowaliśmy wesoło podziwiając piękno natury. Wszystko zmieniło się o 180 stopni w momencie, gdy zrobiliśmy przerwę na śniadanie i poranną modlitwę. Wówczas, nastąpiła gwałtowna zmiana pogody. Napłynęły czarne chmury i zaczął padać rzęsisty deszcz. Nie widząc innego wyjścia wciągnęliśmy kajaki na brzeg i rozpoczęliśmy poszukiwania kryjówki. Naszym oczom ukazał się pobliski kościół i w mgnieniu oka pojęliśmy, o co chodzi w powiedzeniu: „Jak trwoga to do Boga”, gdyż nie zastanawiając się za wiele, co sił pędziliśmy w jego kierunku. Niestety świątynia była zamknięta, ale postanowiliśmy schronić się pod dachem przed drzwiami wejściowymi, gdzie odmówiliśmy Jutrznię, wspominając jednocześnie św. Floriana, który zginął męczeńską śmiercią w nurtach rzeki Enns.

Być może wiedza o tym jak zakończył swój żywot św. Florian, ale też nieustępujący deszcz sprawiły, że część osób zaczęła wątpić, czy jest sens kontynuować spływ. Na szczęście nieugięta postawa reszty grupy sprawiła, że zdecydowaliśmy się płynąć dalej. Jak się okazało pogoda zaczęła się szybko poprawiać, a wraz z nią nasze nastroje. Ponownie we wspaniałej atmosferze, przyśpiewując radosne pieśni wiosłowaliśmy w stronę trójmiasta. Uwieńczeniem naszej kajakowej wyprawy było podziwianie starego miasta, które widziane z wody, okazało się jeszcze piękniejsze.

 

 

Po południu pojechaliśmy na wyspę Sobieszewską gdzie czekali na nas o. Piotr Pliszka i Małgosia, a co na tamten czas ważniejsze- garnek przepysznej gorącej zupy porowej z serem pleśniowym! Posileni wspólnymi siłami zabraliśmy się do pracy przygotowując Forsterówkę na przyjście Jezusa w ofierze Eucharystycznej. Jak się okazało z odpowiednimi ludźmi mycie okien, pranie firanek i zamiatanie ganku mogą być bardzo radosnymi czynnościami. Kiedy około 21 dawna siedziba hitlerowca została zamieniona w kaplicę pełną świec, kwiatów i trzaskającego w kominku ognia zgromadziliśmy się przy stole Eucharystycznym. Podczas kazania o. Piotr mówił o naszych Egiptach, grobach-  trwogach i lękach, które paraliżują naszą wiarę i zaburzają relację z Bogiem. Ojciec podkreślił, że musimy poddać się woli Ojca, zaufać mu, przestać tworzyć projekcje własnego życia, przyszłości, które jeśli nie zostaną zrealizowane stają się dla nas symbolem porażki, opuszczenia przez Stwórcę i powodem do żalu, gniewu czy rozpaczy. To szatan wsysa w nasze serca niepewność i zwątpienie i nie chce pozwolić abyśmy rzucili się w miłosierne ramiona Ojca, dla którego nie jesteśmy anonimowi, który nas kocha. Przecież nikt tak nas nie zna jak Bóg, więc komu innemu mielibyśmy zaufać? Po posileniu się Ciałem i Krwią Pańską nastąpiło wystawienie Najświętszego Sakramentu. Po chwili adoracji w ciszy i wspólnej modlitwie do Ducha Świętego dostaliśmy namacalny dowód Żywej obecności Boga wśród nas. Ojciec Piotr po prostu otworzył Pismo Święte i Pan przemówił… dał nam Słowo, które doskonale dopełniało i pogłębiało kazanie, co więcej dało odpowiedz na nasze intencje przedstawione podczas Eucharystii i odpowiadało na lęki, pragnienia, obawy, sprawy, z którymi musimy się zmierzyć. Żywe Słowo Boga, który kocha i Jest przy człowieku i mówi do Jego serca!

Adorowaliśmy Chrystusa przez całą noc, czuwając przy nim na zmianę, tak, aby każdy mógł osobiście pobyć na „audiencji” u Pana lub trochę się „zamyślić”. O poranku odmówiliśmy wspólnie Jutrznię i Godzinę Czytań, po czym przyszedł czas na pokarm dla ciała. Czy może być coś przyjemniejszego od jedzenia świeżych bułeczek z pachnąca kawa przy porannym śpiewie ptaków i wiosennym, bezchmurnym niebie? Nam więcej do szczęścia nie było potrzeba. Objedzeni i radośni poszliśmy na spacer na plażę, aby zaznać trochę ruchu, a kiedy już spaliliśmy odpowiednią ilość kalorii wspólnie próbowaliśmy odpowiedzieć na pytania, czym dla nas jest niebo, chrzest, na czym polega jedność Trójcy Świętej przy okazji poruszając wiele innych mniej lub bardziej istotnych kwestii. Po powrocie z plaży wspólnymi siłami udało nam się przygotować obiad- włoski makaron e pepe wg przepisu o. Gwardiana. Miłą niespodzianką była obecność na obiedzie konserwatorów zabytków, z którymi bardzo miło nam się rozmawiało nie tylko o historii Forsterówki i wartości kulturowej tego miejsca. Oczywiście nie mogło się też obyć bez popołudniowej drzemki pod wiosenną chmurką.

Chwilę przed zmrokiem przygotowaliśmy Eucharystię. Podczas kazania ojciec Piotr zwrócił naszą uwagę, że bardzo łatwo jest popaść w pychę, uważając się za bardziej wierzącego od innych, ludzi „tego świata”, ulec pokusie sądzenia i samozadowolenia. Istnieje także pokusa bycia wyłącznie afektywnym, emocjonalnym w życiu wspólnoty, budowania na relacjach, podczas gdy istotą powinno być tworzenie relacji życia, z naszą przeszłością i przyszłością, na Bogu, w szczerości doświadczeń wobec ludzi. Sama obecność przy Jezusie nie wystarczy. Nawet apostołowie, mimo, że osobowo doświadczyli Jezusa nie poznali Ojca i zwątpili w godzinie męki. Doskonałym przykładem jest postawa Maryi w relacji do Jezusem, w którym widziała Boga, a jednocześnie kochała Go jak syna i trwała przy nim. Po zakończeniu Eucharystii przyszedł czas na sprzątanie i pakowanie przed odjazdem. Ale zanim rozjechaliśmy się do domów spędziliśmy kilka bardzo ważnych godzin przy ognisku rozmawiając i tworząc wspólnotę.

Wiele można by jeszcze powiedzieć o tych krótkich dwóch dniach, o słowach, które padły i zapadły w nas głęboko, dyskusjach, pytaniach, wątpliwościach, wzruszeniach czy poruszeniach serca, które nastąpiły. Ale to zostawimy dla nas. Niech po przeczytaniu tych paru zdań pozostanie w odbiorcy drobny niedosyt. Miejmy nadzieję, że to sprowokuje inne wspólnoty do wyjazdu na wyspę Sobieszewską, a co ważniejsze, że spotkanie ze Zmartwychwstałym Jezusem, w którym mieliśmy zaszczyt uczestniczyć, zaowocuje nawróceniem w naszym życiu.

 

Adam i Gosia